K.T.O.Ś.

Cała prawda o przemocy
Ktoś 

Na początek parę słów o mnie. Jestem Kimś. Mieszkam w TVN-ie gdzie wszyscy patrzą na mnie jak w tęczę. Co jest zasadniczo słusznym postępowaniem, napełniającym mnie zadowoleniem ogólnym. Ze szczególnym uwzględnieniem pewnej błogości.
Ale dość tych słodkości. Bo dzisiaj będę brutalny! To znaczy brutalnie szczery. Bo w naszym klubie czujnych (acz cynicznych) obserwatorów rzeczywistości szczerość to norma. I to wyśrubowana!

Dokonałem bowiem eksperymentu myślowego* i odkryłem, że nieprawdą jest jakoby przemoc nie była rozwiązaniem. Gdyby tak było, to już wieki temu wymarła by jako nieskuteczna, a wymagająca wysiłku. Prawdziwy problem polega na tym, że tym, co nie rozwiązuje problemów jest wyłącznie niedostatecznie duża dawka przemocy, czyli taka, która pozwala obiektowi przemocy na ogarnięcie się i pojawienie się z rewizytą. Zwykle w towarzystwie, co prostą drogą prowadzi do powstania wysoko zorganizowanych społeczeństw – co jest w sumie OK – oraz systemów podatkowych (co jest OK w dużo mniejszym stopniu).

Przemoc posiada też niewątpliwy potencjał relaksujący oraz – jak świadczą przykłady Robin Hooda i braci Kliczko – stabilnym i pewnym sposobem zarabiana na życie.

Dlaczego więc umówiliśmy się, że przemoc jest zła?

Szczerze mówiąc nie wiem.
Ale patrząc na podrygujące w rytm uderzeń głowy Bambiego i Mellera cieszę się, że tak ustaliliśmy.
Bo przemoc ma jedną podstawową wadę.
Zawsze może przydarzyć się nam…

Balcerowicz u Bambiego
Następny artykuł:

Balcerowicz u Bambiego

tvnpix